Marek poczuł się mały. Upokorzony. Ale po raz pierwszy od dawna poczuł też coś innego — szacunek.
Podszedł do niej i wyciągnął rękę.
— Panno Malinowska… przyznaję, czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Chciałaby pani pracować dla mnie?
Katarzyna uśmiechnęła się lekko. Rozejrzała się po warsztacie odziedziczonym po dziadku.
— Nie, panie Domański. Nie pracuję dla kogoś. Pracuję z ludźmi.
Mężczyzna zamilkł, nie znajdując odpowiedzi.