Ciotka Ana przez ponad połowę swojego życia była woźną w wiejskiej szkole podstawowej

W domu położyła pudełko na stole. Wewnątrz, wśród czasopism i starych zdjęć, znalazła białą kopertę bez adresata. Napisano na niej tylko: „Dla Ciebie, Ciociu Ano”.

Drżącymi palcami ją otworzyła. W środku znajdował się krótki list:

„Pani Ano, bez Ciebie nie stałbym się mężczyzną. Byłaś pierwszą osobą, która powiedziała mi, że mogę odnieść sukces, nawet gdy inni się ze mnie śmiali. Z miłością i wdzięcznością – Mihai Ionescu, Minister Edukacji”.

Ana wybuchnęła płaczem. I nie dlatego, że był ministrem, ale dlatego, że pamiętała go jako nieśmiałego chłopca, który przychodził codziennie w podartych kapciach i postrzępionym zeszycie.

Ale koperta nie była jedyna. Na dnie pudełka, w małym płóciennym woreczku, leżały dziesiątki, a może setki kolorowych liścików. Wszystkie napisane przez byłych uczniów: „Kochamy cię, ciociu Ano”, „Tęsknimy za tobą”, „Ocierałaś moje łzy, gdy nikt inny tego nie zrobił”.

W wieczornej ciszy kobieta przeczytała je wszystkie, po kolei. W końcu spojrzała na ikonę na ścianie i cicho powiedziała: „Boże, nie miałam ani majątku, ani tytułu, ale skoro moje dzieci mnie kochały, to znaczy, że dobrze żyłam”.