Codziennie kradłem obiad temu biednemu chłopcu, żeby się z niego pośmi

Codziennie podkradałem temu biednemu chłopcu lunch, żeby się z niego pośmiać. Aż do momentu, gdy list ukryty przez matkę zamienił każdy kęs w poczucie winy i popiół…

Byłem postrachem szkoły. To nie przesada, to fakt. Kiedy szedłem korytarzami, młodsze dzieci patrzyły w dół, a nauczyciele udawali, że nie widzą pewnych rzeczy. Mam na imię Sebastián. Jestem jedynakiem. Mój ojciec był wpływowym politykiem, jednym z tych, którzy pojawiają się w telewizji z uśmiechem, mówiąc o „równych szansach”. Moja matka była właścicielką sieci luksusowych spa. Mieszkaliśmy w rezydencji tak dużej, że cisza niosła się echem po korytarzach.

Miałem wszystko, czego chłopiec w moim wieku może zapragnąć: najdroższe trampki, najnowszego iPhone'a, markowe ciuchy i kartę kredytową, która zdawała się nie mieć dna. Ale miałem też coś, czego nikt nie widział: ciężką, gęstą samotność, która nie opuszczała mnie nawet wtedy, gdy byłem otoczony ludźmi.

W szkole moja siła opierała się na strachu. I jak każdy tchórz z władzą, potrzebowałem ofiary.