Tomás był tą ofiarą.
Tomás był stypendystą. Tym, który zawsze siedział z tyłu klasy. Tym, który nosił mundurek odziedziczony po jakimś nieznanym kuzynie. Chodził zgarbiony i z oczami wbitymi w podłogę, jakby przepraszał za to, że istnieje. Lunch zawsze nosił w zmiętej brązowej papierowej torbie, poplamionej olejem, co zdradzało proste, powtarzalne posiłki.
Dla mnie był to idealny cel.
Codziennie, podczas przerwy, powtarzałam ten sam „żart”. Wyrywałam mu torbę z rąk, wchodziłam na stół i krzyczałam tak, żeby wszyscy mogli usłyszeć: