Codziennie kradłem obiad temu biednemu chłopcu, żeby się z niego pośmi
Ale uklękłam.
Ostrożnie podniosłem chleb, jakby to była jakaś świętość, i wytarłem go rękawem. Włożyłem go w jego dłoń razem z notatką.
Potem podszedłem do plecaka, wyjąłem z niego lunch i położyłem jej na kolanach.
„Zmień mi obiad, Tomásie” – powiedziałem łamiącym się głosem. „Proszę. Twój chleb jest wart więcej niż wszystko, co posiadam”.
Nie wiedziałem, czy mi wybaczy. Nie wiedziałem, czy na to zasługuję.
Usiadłem obok niego.
Tego dnia nie jadłem pizzy.
Zjadłem pokorę.
Następne dni były inne. Nie zostałem bohaterem z dnia na dzień. Poczucie winy nie znika tak łatwo. Ale coś się zmieniło.