Zbiegła po schodach z bijącym sercem i zaczęła przeszukiwać całe podwórko. Brama była uchylona, a na alejce drobne ślady butów ginęły w kurzu. Maria poczuła, jak miękną jej kolana. Krzyknęła ponownie, ale odpowiedziała jej tylko cisza.
W tym samym czasie, na końcu ulicy, śmieciarz wykonywał swoją zwykłą pracę. Nazywał się Gheorghe, był to mężczyzna po pięćdziesiątce, o łagodnej twarzy i szorstkich od pracy dłoniach. Kiedy zobaczył dziewczynkę stojącą przy śmietniku z szeroko otwartymi, zaciekawionymi oczami, zamarł.
— Dzień dobry, młoda damo — powiedział z uśmiechem. — Co pani tu robi, wśród śmieci?