Ana nic nie powiedziała. Spojrzała tylko na niego tymi bystrymi oczami, które zdawały się czytać poza ludźmi. Gheorghe przeszukał samochód, wyciągnął małe kartonowe pudełko i zaczął coś w nim układać.
— Patrz, widzisz? To tu mieszkają wróble. Wyjął okruszek chleba i podał go ptakowi, który podleciał bez strachu. Dziewczynka patrzyła na niego zafascynowana.
Gheorghe podał jej kawałek chleba. Ana wzięła go, lekko drżąc, i położyła dokładnie tam, gdzie jej pokazał. Ptak podszedł, dziobnął i odleciał. Dziewczynka uśmiechnęła się po raz pierwszy w życiu.
— Zgadza się, rozumiesz? Jeśli będziesz do nich mówić miło, to cię posłuchają — powiedział mężczyzna łagodnym głosem.
Wtedy to się stało. Z piersi Any wydobył się cichy dźwięk, niczym powiew wiatru. „Ptak…” — mruknęła niemal niesłyszalnie. Gheorghe zamarł. Nie był pewien, czy dobrze usłyszał, ale jej uśmiech wszystko potwierdził.