„Powiedz”.
To słowo mnie złamało.
Opowiedziałam mu o tym, jak samochód został „przepisany na Marię, żeby było łatwiej”. O tym, jak kieszonkowym Andrieja „zarządzała” jego matka. O tym, jak za każdym razem, gdy o coś prosiłam, przypominało mi się, że mieszkam w ich domu. Że powinnam być wdzięczna. Że przesadzam.
O tym, jak Radu wysyłał pieniądze z zagranicy, ale nigdy do mnie nie docierały. O wiecznie pustej lodówce. O mleku w proszku kupionym na kredyt. O nocach, kiedy płakałam w łazience, żeby nikt mnie nie usłyszał.
Mówiłam powoli. Potem coraz szybciej.
Aż nie miałam już nic do powiedzenia.