Samochód się zatrzymał.
Nie przed domem rodziców.
Ale przed dużym, znajomym budynkiem. Siedzibą firmy mojego dziadka.
„Wysiadamy” – powiedział.
W ciągu kilku następnych godzin wszystko, co wiedziałam, wywróciło się do góry nogami.
Rozmowa telefoniczna. Potem kolejna.
Zapytano o dokumenty. Sprawdzono rachunki.