Jednej z takich nocy, z włączonym telefonem i Weroniką śpiącą w sąsiednim pokoju, Diana zaczęła liczyć pieniądze. Pensja Matei była wysoka, ale wydatki wzrosły: czynsz, jedzenie, ubrania dla Weroniki, dojazdy Matei… a teraz kolejne dziecko. Wzięła głęboki oddech i powiedziała sobie: „Będzie dobrze. Musi być dobrze”.
Następnego dnia, kiedy Matei wrócił do domu, zastał ją spokojniejszą. Przygotowała dla niego parującą zupę, a Weronika skakała wokół nich z niepohamowaną radością.
— Tato, zdecydowałam! Dam mu imię! — oznajmiła uroczyście.
Matei wybuchnęła śmiechem.
— Zobaczymy, zobaczymy…
Rozpoczęły się miesiące przygotowań. Weronika uwielbiała być blisko brzucha mamy i opowiadać jej zmyślone historie. Diana patrzyła na nią z głębokim wzruszeniem, myśląc o tym, jak szybko rosną dzieci i jak bardzo zmienia się życie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Pewnego wieczoru, gdy Matei przyjechał późno, zmęczony i pokryty kurzem, oboje usiedli na małym balkonie, patrząc na światła miasta. Diana powiedziała do niego cicho:
— Matei… Trochę się boję.