Poczułam, jak pieką mnie policzki. Czy to wstyd? Czy to złość? Czy to wszystko naraz.
— Od lat sama zarabiam na życie — powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. — I nie plotkami, nie pozorami. Prawdziwą pracą. Niebezpieczną, tak, ale uczciwą.
Tata odchrząknął, ale wydobył z siebie tylko krótki, suchy dźwięk.
— A… potrzebujesz… ochroniarza?
— Czasami tak.
— A ci ludzie… przychodzą tutaj? Na moją urodzinową kolację?
— Bo to pilne — powiedziałam. — I bo jestem dobra w tym, co robię. Bardzo dobra.