„Dlaczego nie przywitasz się ze mną?” – krzyknął podpułkownik do młodej kobiety, nie mając pojęcia, kim ona naprawdę jest.

Tego dnia baza wojskowa była niezwykle cicha. Żołnierze stali w szeregu na placu honorowym — sztywni, nienaganni, czekając na przybycie podpułkownika.

Wszyscy go dobrze znali: człowiek obsesyjnie przywiązany do władzy, uzależniony od kontroli, niezdolny do okazania współczucia wobec tych, którzy stali niżej od niego. Jego reputacja nie była wynikiem odwagi, lecz strachu, jaki budził. Gardził swoimi podwładnymi, karał za najmniejsze błędy i wymagał absolutnego posłuszeństwa.

Nagle ciszę przerwał ryk silnika. Wojskowy jeep wjechał przez główną bramę, unosząc za sobą chmurę kurzu.

— Baczność! — krzyknął dowódca batalionu.

W jednej chwili wszyscy żołnierze wyprostowali się, wpatrując się przed siebie. Ale wtedy przez plac przeszła młoda kobieta w mundurze. Kroczyła spokojnie, pewnym krokiem, trzymając hełm pod pachą, nie zwracając uwagi na pojazd, który właśnie się zatrzymywał.