— Jestem pułkownikiem z Departamentu Śledztw Wewnętrznych — powiedziała chłodno. — Przybyłam z bezpośredniego polecenia ministerstwa. Otrzymaliśmy zbyt wiele skarg… wszystkie dotyczą jednego i tego samego problemu: nadużyć wobec własnego personelu.
Twarz podpułkownika całkowicie zbladła. Otworzył usta, lecz nie był w stanie wydobyć z siebie ani słowa.
Kobieta skrzyżowała ramiona i dodała z lekkim, lodowatym uśmiechem:
— A przy okazji… brak salutowania przełożonemu też jest wykroczeniem.
Cisza opadła na plac niczym ciężka zasłona. Nikt nie drgnął. Po raz pierwszy człowiek, który rządził strachem, stał nieruchomo — pozbawiony władzy wobec tych, których przez lata upokarzał.