Maksim milczał, trawiąc to, co usłyszał. Z każdą sekundą jego twarz robiła się coraz ciemniejsza. Matka nadal szlochała, wzywając syna, by „obronił” ją przed bezczelną synową.
— Maksim, widzisz, jak ona ze mną! — łkała Maria Nikiticza. — Jestem twoją matką! Urodziłam cię, wychowałam, oddałam ci całe życie! A ona mnie obraża!