Maksim wszedł do kuchni, patrząc czujnie na żonę i matkę. Maria Nikiticza wciąż trzymała w ręku filiżankę, ale jej twarz poczerwieniała ze złości.
— Wytłumacz swojej żonie, że mieszkanie jest wspólne! — zażądała. — Tu sobie „rządzi”, cytuje prawo!
— Wiera, bez histerii — zaczął pojednawczo Maksim. — Mama ma rację, mieszkanie jest nasze.
— Nie, Maksim — odpowiedziała spokojnie Wiera. — To mieszkanie jest moje. Osobiste. Z darowizny. To nie jest majątek wspólny. Nawet jeśli się rozwiedziemy, nie będzie podlegało podziałowi. Zostanie moje.
— Jaki rozwód? — Maksim zamarł. — O czym ty w ogóle mówisz?