Dlaczego uważasz, że moje mieszkanie to wspólny dom? — zapytała Wiera,

— Dlaczego pani uważa, że moje mieszkanie to wspólny dom? — zapytała Wiera, patrząc teściowej prosto w oczy.

Maria Nikiticza uniosła brwi ze zdziwieniem, jakby usłyszała coś zupełnie absurdalnego. Nawet się roześmiała, kręcąc głową.

— Twoje mieszkanie? Kochanie, jaka naiwność. Cały majątek nabyty w małżeństwie jest wspólny. Takie jest prawo. Mieszkanie należy do was obojga z Maksimem po równo. A to znaczy, że Maksim ma pełne prawo decydować, kto tu będzie mieszkał.

— Wszystko, co zostało nabyte w małżeństwie, jest majątkiem wspólnym — ciągnęła pouczającym tonem Maria Nikiticza, nalewając herbatę do filiżanek. — Specjalnie konsultowałam się z prawnikiem. Nawet jeśli mieszkanie jest zapisane na ciebie, Maksim ma takie same prawa. Więc nie udawaj tu jedynej gospodyni.

— Mario Nikiticzo, konsultowała się pani z kiepskim prawnikiem — odparła chłodno Wiera. — Bo to mieszkanie nie jest majątkiem wspólnym.

— Jak najbardziej jest! — oburzyła się teściowa. — Otrzymane w małżeństwie, więc wspólne!

— Nie. Dostałam je w darowiźnie od babci. Nie zostało kupione w małżeństwie ani nabyte za wspólne pieniądze. To mój majątek osobisty.

— Co ma do tego darowizna? — Maria Nikiticza wyraźnie się pogubiła.

— To, że zgodnie z prawem majątek otrzymany w darowiźnie albo w spadku przez jednego z małżonków nie podlega podziałowi. Tak stanowi Kodeks rodzinny. Nawet przy rozwodzie to mieszkanie zostanie moje — i tylko moje.

Twarz teściowej wydłużyła się. Nie spodziewała się, że synowa tak dobrze zna przepisy. Maria Nikiticza była przyzwyczajona do manipulowania ludźmi i naciskania autorytetem, ale tym razem jej broń nie zadziałała.

— Maksim! — zawołała histerycznie. — Chodź tu natychmiast! Twoja żona zupełnie się rozbestwiła!