Dlaczego uważasz, że moje mieszkanie to wspólny dom? — zapytała Wiera,

Atmosfera w rodzinie rozgrzała się do granic. Maksim popierał pomysł matki i natarczywie namawiał żonę, żeby się zgodziła. Każdy wieczór zamieniał się w niekończące się spory i przepychanki słowne.

— Wer, pomyśl logicznie — przekonywał mąż, chodząc po pokoju. — Igor jest moim bratem. Rodzonym. Nie możemy zostawić go w potrzebie. Nie ma pieniędzy na normalne mieszkanie, siedzi w akademiku jak bezdomny. A u nas pokój stoi pusty.

— Stoi pusty, bo to nasza prywatna przestrzeń! — sprzeciwiała się Wiera. — Maksim, dopiero zaczęliśmy normalnie żyć, bez obcych. A ty chcesz tu wprowadzić brata?

— Na jakiś czas. Dwa miesiące maksymalnie.

— Dwa miesiące zamienią się w lata! Znam takich „tymczasowych” lokatorów. Zagnieździ się tutaj i nigdy nie wyjedzie.

— Jesteś egoistką — obraził się Maksim. — Myślisz tylko o sobie. A rodzina nic dla ciebie nie znaczy.

— Rodzina to my, ty i ja! — Wiera próbowała do niego dotrzeć. — A nie cała rodzina, która chce się do nas wprowadzić!

Ale Maksim uparcie stał przy swoim. Matka wmówiła mu, że odmówić bratu to jak zdrada. Że prawdziwa rodzina zawsze sobie pomaga. Że Wiera jest egoistką, myślącą tylko o własnym komforcie.

— Igor wprowadzi się w sobotę — oznajmił Maksim ostatecznie. — Już obiecałem mamie. Decyzja zapadła.

W sobotni poranek Wiera usłyszała dzwonek do drzwi. Na progu stała Maria Nikiticza z ogromnymi torbami i zadowolonym uśmiechem. Maksim wpuścił matkę, zaczął pomagać wnosić rzeczy.

— Co to jest? — zapytała Wiera, patrząc na torby.

— Igor dzisiaj się wprowadza, przywiozłam jego rzeczy wcześniej — odpowiedziała raźno teściowa. — Maksim, zanieś wszystko do drugiego pokoju. Synowi będzie tam wygodnie.

Wiera poczuła, jak w środku wszystko ściska się w twardy supeł. Nawet nie spytali jej o zgodę. Po prostu postawili ją przed faktem. Maksim unikał jej spojrzenia, nerwowo taszcząc torby.

Kiedy teściowa poszła do kuchni nastawić czajnik, Wiera nie wytrzymała. Dogoniła Marię Nikiticzną i stanęła jej na drodze, zastępując przejście.