Atmosfera w rodzinie rozgrzała się do granic. Maksim popierał pomysł matki i natarczywie namawiał żonę, żeby się zgodziła. Każdy wieczór zamieniał się w niekończące się spory i przepychanki słowne.
— Wer, pomyśl logicznie — przekonywał mąż, chodząc po pokoju. — Igor jest moim bratem. Rodzonym. Nie możemy zostawić go w potrzebie. Nie ma pieniędzy na normalne mieszkanie, siedzi w akademiku jak bezdomny. A u nas pokój stoi pusty.
— Stoi pusty, bo to nasza prywatna przestrzeń! — sprzeciwiała się Wiera. — Maksim, dopiero zaczęliśmy normalnie żyć, bez obcych. A ty chcesz tu wprowadzić brata?
— Na jakiś czas. Dwa miesiące maksymalnie.