Dlaczego uważasz, że moje mieszkanie to wspólny dom? — zapytała Wiera,

— Z jakim pożytkiem? — zapytała ostrożnie Wiera.

— No jak to? Igor mógłby tu pomieszkać przez jakiś czas. Młodszemu synowi mieszkanie jest potrzebne na gwałt. Wynajmuje pokój w akademiku, warunki są okropne. A tu pokój wolny.

Wiera poczuła, jak krew napływa jej do twarzy. Igor — młodszy brat Maksima, trzydziestoletni mężczyzna, który nie potrafił ułożyć sobie życia. Ciągle zmieniał pracę, narzekał na okoliczności, żył na szeroką stopę na koszt matki.

— Mario Nikiticzo, to niemożliwe — powiedziała stanowczo Wiera. — Mamy małe mieszkanie, dopiero się urządziliśmy. Potrzebujemy prywatności.

— Jakiej prywatności? — oburzyła się teściowa. — Przecież pokój wolny! Stoi pusty! A Igor nie ma gdzie głowy skłonić. To brat Maksima, rodzona krew. Jak można odmówić rodzinie?

Maksim milczał, przestępując z nogi na nogę. Wiera rzuciła mu błagalne spojrzenie, ale mąż odwrócił wzrok.

— Mama ma rację — odezwał się w końcu cicho. — Igor naprawdę potrzebuje pomocy. Nie możemy odmówić bratu. To przecież rodzina.

— Maksim! — Wiera nie wierzyła własnym uszom. — O czym ty mówisz? To nasze mieszkanie, nasza przestrzeń!

— Nasze mieszkanie to wspólny dom — wtrąciła pouczająco Maria Nikiticza. — A w wspólnym domu zawsze znajdzie się miejsce dla krewnych. Igor pomieszka tymczasowo, stanie na nogi i się wyprowadzi. To tylko parę miesięcy.

— Jestem kategorycznie przeciw — ucięła Wiera. — I nie zamierzam dalej tego omawiać.