Dlaczego uważasz, że moje mieszkanie to wspólny dom? — zapytała Wiera,

— Wieroczko, źle wieszasz ręczniki — oznajmiła Maria Nikiticza, wchodząc bez pukania. — Kolorowe trzeba osobno od białych. A w ogóle to należy je prasować z obu stron, inaczej rozmnażają się bakterie.

Wiera milcząco skinęła głową, kontynuując swoje zajęcie. Dyskutowanie nie miało sensu. Teściowa uważała się za ekspertkę we wszystkim, co dotyczyło prowadzenia domu. Co więcej, jej „ekspercka” opinia rozciągała się absolutnie na wszystkie sfery życia młodej rodziny.

— A zupę dzisiaj gotowałaś? — ciągnęła Maria Nikiticza, kierując się do kuchni. — Maksim potrzebuje codziennie czegoś ciepłego. Mężczyzna bez zupy to nie mężczyzna, tylko jakieś nieporozumienie. Już ci to wielokrotnie mówiłam.

Wiera zmęczona westchnęła. Każdy dzień zaczynał się i kończył wskazówkami teściowej: jak gotować, jak sprzątać, jak się ubierać, z kim rozmawiać. Życie pod tak totalną kontrolą stawało się nie do zniesienia.

— I jeszcze jedno chciałam powiedzieć — Maria Nikiticza usiadła przy kuchennym stole, wyraźnie nastawiona na długą rozmowę. — Za głośno rozmawiasz przez telefon.

Sąsiedzi mogą pomyśleć, że jesteś awanturnicą. Trzeba mówić ciszej, bardziej kulturalnie. A w ogóle, po co tak często dzwonisz do swojej matki? Maksimowi się to nie podoba.

— Maksim nigdy mi nic takiego nie mówił — ostrożnie zaprotestowała Wiera, nalewając herbaty.