Dlaczego uważasz, że moje mieszkanie to wspólny dom? — zapytała Wiera,

— Nie mówił, bo jest delikatny. Wychowany chłopak, nie to co niektórzy. Ale ja widzę, jak się denerwuje, gdy wiszysz godzinami na telefonie. Mąż potrzebuje uwagi, a nie koleżanek w słuchawce.

Wiera ścisnęła kubek obiema rękami. Jej cierpliwość powoli, lecz nieuchronnie dobiegała końca. Teściowa kontrolowała dosłownie każdy jej krok, każde słowo, każdy oddech. Nawet oddychać trzeba było uczyć się na nowo według jej instrukcji.

— Mario Nikiticzo, może już pora wracać do domu? — uprzejmie zasugerowała Wiera. — Na pewno ma pani jakieś sprawy.

— Jakie sprawy? Jestem emerytką. Moim głównym zajęciem jest pomaganie synowi i jego rodzinie. Jutro przyjadę od rana, zrobimy razem generalne sprzątanie. Pokażę ci, jak prawidłowo myć podłogi, bo zostają smugi.

Wiera zamknęła oczy, licząc w myślach do dziesięciu. Każdy dzień zamieniał się w prawdziwą próbę. Życie pod lupą teściowej było udręką.

Wieczorem, gdy Maria Nikiticza w końcu odjechała, Wiera doczekała się powrotu męża z pracy. Maksim przyszedł zmęczony, rzucił teczkę w przedpokoju i przeszedł do kuchni.

— Maks, musimy poważnie porozmawiać — zaczęła Wiera, nakrywając do stołu. — Twoja mama… Ona zupełnie nie daje mi oddychać. Ciągle przyjeżdża, poucza, krytykuje i wtrąca się we wszystko.

— Mama nam pomaga — odpowiedział spokojnie Maksim, wyjmując telefon. — To doświadczona kobieta, wie, jak prowadzić dom. Szczerze mówiąc, mogłabyś się od niej trochę nauczyć.

— Nauczyć? — Wiera znieruchomiała z talerzem w rękach. — Maksim, jestem dorosła. Nie potrzebuję instrukcji, jak wieszać ręczniki ani z kim mam rozmawiać przez telefon.

— Nie ma nic złego w radach mamy — wzruszył ramionami mąż, nie odrywając wzroku od ekranu. — Chce dla nas dobrze. Chce, żeby u nas wszystko było w porządku. Za ostro reagujesz na drobiazgi.

— Drobiazgi? Ona kontroluje każdy mój krok!