Do mojej piekarni wszedł głodny chłopiec i poprosił o czerstwe bułki.

Przez chwilę wahał się, czy może mi zaufać, czy nie.

„Marco” – powiedział.

„No cóż, Marco, dziś wieczorem zjesz coś świeżego, mój chłopcze. Nie suchego, nie zimnego, nie starego... po prostu świeżego i ciepłego.”

„Naprawdę?” zapytał, patrząc w górę z ciekawością. „Zrobiłbyś to?”

„Tak, serio. A teraz wybierz, co chcesz z gabloty, dobrze? Po prostu wybierz, a ja przygotuję talerz.”

Jego wzrok przesunął się po ciastkach, jakby uczył się ich na pamięć. Potem wskazał na szarlotkę, tartę wiśniową i czekoladowy twist.

„Doskonałe wybory” – powiedziałam, kiwając głową, kładąc je na talerzu. Patrzyłam, jak jego wzrok śledzi każdy mój ruch.

„Dziękuję” – mruknął. „Jesteś bardzo miły!”

Podczas gdy on jadł, spakowałam brązową papierową torbę z dodatkowymi bułkami i ostatnią kanapką, którą planowałam zabrać do domu. Zrobiłam sobie kawę, podczas gdy Marco jadł. Popijał małymi łykami, powoli żując, jakby chciał je przetrzymać.