Kiedy podałem mu torbę, cała jego twarz się rozjaśniła.
„Jesteś pewna? Wow... Dziękuję, proszę pani. To mi bardzo pomogło.”
„Gdzie jest twoja mama, kochanie? Masz gdzie przenocować? Mogę cię gdzieś podwieźć?”
Kiedy podałem mu torbę, cała jego twarz się rozjaśniła.
„Jesteś pewna? Wow... Dziękuję, proszę pani. To mi bardzo pomogło.”
„Gdzie jest twoja mama, kochanie? Masz gdzie przenocować? Mogę cię gdzieś podwieźć?”
Twarz Marca natychmiast się zmieniła. Mocniej ścisnął torbę, a w jego oczach błysnęła panika.
Potem wyszedł przez drzwi, zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek więcej.
I nagle w piekarni znów zapadła cisza.
Długo tam stałam, zastanawiając się, czy nie zadzwonić do kogoś – może na policję, może do opieki społecznej – ale coś mi mówiło, że to go tylko odstraszy.
A na to po prostu nie mogłem pozwolić.