„Robię, co mogę” – powiedział, spuszczając wzrok. „Sprzątam mieszkanie. Znajduję jedzenie, kiedy tylko mogę. Czasami sąsiedzi nam pomagają, ale ostatnio rzadko”.
Nie przerywałem mu. Chciałem zapytać, gdzie jest jego ojciec albo czy w pobliżu są jacyś krewni, ale nie udzielił mi żadnych informacji. Może nie miał nic do powiedzenia.
„Jeśli ktoś się dowie, proszę pani” – kontynuował – „zabiorą mnie. Umieszczą mnie w domu dziecka albo gdzieś. I nie obchodzi mnie, co mówią. Nie zostawię jej”.