Dom jakby wstrzymał oddech — ciężki, zmęczony, przesiąknięty zapachem przypalającego się mięsa i dziecięcego chaosu.
Zofia uśmiechnęła się i przykucnęła obok. — Po prostu w końcu stanęłam po swojej stronie. Daniel stał obok, niepewnie, jakby bał się spłoszyć tę chwilę. — Przepraszam, że wcześniej nie słuchałem — powiedział.
Zofia spojrzała na niego długo, uważnie. — Najważniejsze, żebyś słuchał teraz. Wiedziała, że nie wszystko stanie się idealne w jeden dzień. Ale dziś po raz pierwszy nie czuła się gościem we własnym domu. I to wystarczyło, by zacząć nowy rozdział — bez krzyku, bez łez, za to z wyraźnie postawioną granicą.