Drugiego stycznia obudziłam się z dziwnym uczuciem ciszy w środku. Nie szczęścia

Drugiego stycznia obudziłam się z dziwnym uczuciem ciszy w środku. Nie szczęścia — nie. Raczej ostrożnego spokoju, jak po długiej chorobie, gdy gorączka wreszcie opadła, ale ciało wciąż pamięta ból. Natalia już krzątała się w kuchni. — Kawa? — zapytała, gdy pojawiłam się w drzwiach w jej starym swetrze. — Ratuj mnie — westchnęłam i usiadłam przy stole. Telefon leżał obok, ekran czarny. Nie sprawdzałam go od wczoraj — i nie zamierzałam. A jednak przyciągał wzrok, jak uchylone drzwi do pokoju, w którym kiedyś ktoś mnie zranił.

— Co zamierzasz dalej robić? — zapytała ostrożnie Natalia, stawiając przede mną kubek. Podniosłam go do ust. — Jeszcze nie wiem. Ale wracać tak po prostu — na pewno nie. — Pisał? — Pisał. Przed zablokowaniem.

— Groził? Skinęłam głową. — Pośrednio. Ale wystarczająco. Natalia gwizdnęła cicho. — To już nie jest „mama przyjechała”, Agnieszka. To jest kontrola.