Pytanie Diane zawisło nad talerzykami po cieście jak dym.
Widelec Marka zatrzymał się, a Lauren patrzyła to na Diane, to na mnie, czekając, aż ktoś pierwszy mrugnie.
Odłożyłam łyżeczkę.
„Zrobiłam to, bo nie chciałaś słuchać,” powiedziałam.
„To nie spisek.
To konsekwencja.”
Policzki Diane poczerwieniały.
„Konsekwencja?
Urządziłaś przedstawienie.
Balkonik, te wszystkie rzeczy—”
„Te rzeczy są prawdziwe,” powiedziałam, unosząc brzeg sukienki tylko tyle, by pokazać worek drenażowy.
„Ból jest prawdziwy.
Nie kupiłam rekwizytów.
Kupiłam pomoc.”
Harold odchylił się do tyłu.
„Diane, ta notatka jest dość jasna.”
Zignorowała go.
„Chciałaś mnie upokorzyć.”
„Chciałam się ochronić,” powiedziałam celowo spokojnie.