„Święta są u was w domu,” powiedziała.
„Macie miejsce.
Dasz sobie radę.”
„Ledwo mogę się schylać,” odpowiedziałam.
Głos Diane się zaostrzył.
„Przestań dramatyzować i gotuj.
Wszyscy na ciebie liczą.”
Mark zawahał się — to jego stary nawyk, by próbować utrzymać pokój — a potem powiedział: „Może zrobimy coś prostego?”
Nie kłóciłam się.
Nie płakałam.
Po prostu się uśmiechnęłam i powiedziałam: „Jasne.
Przyjdźcie o piątej.”
Gdy się rozłączyliśmy, Mark patrzył na mnie.