Thomas usiadł ciężko na krześle w małym biurze, jakby nagle zabrakło mu sił, by dalej stać. Liam i Emily zajęli miejsca naprzeciwko, z rękami splecionymi na kolanach. W pokoju panowała cisza, przerywana jedynie cichym tykaniem starego zegara na ścianie.
Thomas wyjął portfel jeszcze raz. Jego palce drżały, gdy delikatnie wysunął fotografię — pożółkłą, lekko zagiętą na rogach. Przedstawiała kobietę o łagodnym spojrzeniu i ciepłym uśmiechu.
— To była Anna — powiedział cicho. — Poznaliśmy się, gdy nie miałem nic. Ani pieniędzy, ani firmy, ani przyszłości. Miałem tylko marzenia… i ją.
Zamilkł na chwilę, jakby zbierał w sobie odwagę.