Ale Renata nie dawała za wygraną. Pewnego dnia, pod nieobecność Barona, otworzyła szeroko okna i wpuściła światło do pokoju. Wzięła dziecko na ręce i wyjęła z szafy stare lustro. Postawiła je przed nim.
Filip zmrużył oczy, a jego twarz zmarszczyła się. Zaczął płakać, drgać. Renata drgnęła. Słońce padało prosto na lustro, a odbicie światła musnęło jej oczy.
— Widzisz… widzisz, maleńka!
Następnego dnia, kiedy przyszedł baron, opowiedziała mu, co się stało. Wybuchnął gorzkim śmiechem. Ale Renata, zdeterminowana, pokazała mu. Zasłoniła okna, podniosła dziecko do okna. Filip zakrył oczy dłonią, skrzywił się i zaczął płakać.
Baron zamarł.
Po chwili łzy popłynęły mu po policzkach. Upadł na kolana i płakał jak tamtego dnia, dnia, w którym stracił żonę. Tylko tym razem płakał ze szczęścia.
Wkrótce odkryto, że oczy dziecka nie były ślepe, lecz pokryte cienką warstwą zakrzepłego mleka matki – rzadką, ale uleczalną przypadłością. Lekarze jej nie zauważyli.