Sebastian przygryzł wargę, starając się nie warknąć. Był zmęczony. Od miesięcy nie spał dłużej niż trzy godziny na dobę. Ten ogromny dom, niegdyś pełen śmiechu i zapachu kwiatów, stał się pustym, cichym miejscem, gdzie jedynie płacz Andrieja dawał oznaki życia.
Tego ranka, zdecydowany nie słuchać już nikogo, zszedł do kuchni. Chciał być sam. Egzotyczne owoce stały nienagannie ułożone na stole śniadaniowym, przed nim stały słoiki z miodem przywiezionym z Grecji i świeżo wyciskane soki. Ale Sebastian nie był głodny. Nalał sobie tylko kawy i stał tam, zamyślony, wpatrując się w przestrzeń.