Ku zdumieniu wszystkich, Andriej otworzył usta. Przełknął ślinę. Potem kolejną. I kolejną.
Gabriela wybuchnęła płaczem, a Sebastian pozostał nieruchomy, z wilgotnymi oczami. Po miesiącach prób, jego dziecko jadło.
— Co zrobiłeś? — zapytał ze zdumieniem.
— Nic specjalnego, proszę pana — odpowiedziała Elena z nieśmiałym uśmiechem. Gotowałam z miłością. Może tylko tego mu brakowało.
W kolejnych dniach Andriej zaczął odzyskiwać apetyt, a dom znów wypełnił się zapachem gotowanego jedzenia. Sebastian budził się czasem rano i widział Elenę cicho śpiewającą w kuchni, podczas gdy Andriej śmiał się z wózka.
Minęło dużo czasu, odkąd słyszał ten śmiech. I, nie zdając sobie z tego sprawy, jego serce zaczęło się leczyć razem z synem.
Po raz pierwszy od śmierci Walentyny Sebastian zrozumiał, że uzdrowienie nie pochodzi z luksusu ani drogich specjalistów, ale z prostoty, życzliwości i duszy gotującej z miłością.
I pewnego pogodnego poranka, gdy Andriej poprosił o drugą porcję zupy, Sebastian szeroko się uśmiechnął i wyszeptał:
— Dziękuję, Eleno… Przywróciłaś życie temu domowi.