Dziewczynka nie odsunęła się. Nie cofnęła ręki. Nie spojrzała z litośc

Dziewczynka nie odsunęła się. Nie cofnęła ręki. Nie spojrzała z litością.

Zamiast tego podeszła bliżej.

Śnieg osiadał na jej czerwonym płaszczyku, a małe palce zacisnęły się mocniej na papierowej torbie.

— To możemy się podzielić — powiedziała cicho. — Ty nie masz domu, a ja nie mam mamy. Może przez chwilę będziemy miały siebie?

Te słowa uderzyły Isabelę mocniej niż zimno.

Przez chwilę nie była w stanie odpowiedzieć. Patrzyła na dziecko, które samo straciło wszystko, a mimo to miało w sobie więcej ciepła niż cały świat dorosłych, który ją zawiódł.

— Jak masz na imię? — zapytała w końcu drżącym głosem.