Dziewczynka nie odsunęła się. Nie cofnęła ręki. Nie spojrzała z litośc

— Nie — powiedziała cicho. — Nie jest w porządku.

Głos jej zadrżał, ale nie uciekła.

Opiekun spojrzał na jej bose stopy, na cienką sukienkę, na czerwone oczy.

— Chodźcie do samochodu. Jest zimno. Porozmawiamy.

Isabela zawahała się. Strach wciąż był w niej żywy, zakorzeniony głęboko po latach milczenia.

Ale Lena ujęła jej dłoń.

Mała, ciepła ręka.

— Świat jest taki, jacy są ludzie — przypomniała.

Isabela wstała.