Tej nocy schowałem kartę z powrotem do portfela, dokładnie tam, gdzie zawsze: za dowodem osobistym, przed wszystkim, co nastąpiło później.
Przypomnienie.
Że nic, co mam, nie pochodzi z maszyny.
Tej godności nie da się przypisać.
Ta osobowość nie budzi zainteresowania.
I że utrata wszystkiego mnie nie złamała.
Dowiodło, że już jestem cały.
Kiedy nadchodzi przypływ, zatoka odbija światła portu niczym gwiazdy spadające z nieba. Czasami stoję tam, słuchając wody uderzającej o deski, po których kiedyś szedł mój ojciec.
Wyobrażam go sobie obok siebie.