Gardził swoją byłą żoną, bo była „sprzątaczką” i nie zdawała sobie
Siedem lat temu podjąłem decyzję, która wówczas wydawała mi się najmądrzejszą w mojej karierze. Rozwiodłem się z Marianą. Była ze mną odkąd jedliśmy tacos de canasta na rogu, kiedy pracowałem nad magisterką. Ale kiedy moja kariera reżyserska zaczęła się rozwijać, a gale stały się moim chlebem powszednim, Mariana przestała „pasować”.
„Jesteś zbyt prosta, Mariano” – powiedziałam tamtego chłodnego dnia, przesuwając papiery rozwodowe po stole. „Jesteś powolna. Nie masz iskry ani ambicji, jakich wymaga żona mężczyzny na moim stanowisku. Nie nadajesz się na reżysera”.
Zostawiłem jej mały dom, skromne konto bankowe i obietnicę, że nigdy więcej jej nie będę szukał. Ożeniłem się z pracą i otaczałem się kobietami, które wyglądały jak z magazynu: młode, atrakcyjne i, przede wszystkim, drogie w utrzymaniu.