Siedem lat później los zdecydował, że nadszedł czas, by rozliczyć się w najbardziej luksusowym miejscu, jakie można sobie wyobrazić: centrum handlowym Aurora. To miejsce, gdzie powietrze pachnie francuskimi perfumami, a marmurowe podłogi lśnią tak jasno, że można w nich dostrzec odbicie własnej samozadowolenia. Przechadzałem się korytarzami, prezentując Valerię, moją nową zdobycz, kobietę młodszą ode mnie o dwadzieścia lat, która patrzyła tylko na limity na mojej karcie kredytowej.
Gardził swoją byłą żoną, bo była „sprzątaczką” i nie zdawała sobie
Tego popołudnia nie wybierałem się na zakupy. Wybierałem się na spotkanie networkingowe z najbardziej wpływowymi biznesmenami w kraju. To był mój bilet na kolejny poziom władzy. Ale kiedy przechodziłem obok jednego z najdroższych butików w mieście, moje stopy zapadły się w ziemię.
Przed witryną sklepową, na której widniał słynny „Ognisty Feniks” – suknia warta milion dolarów, ozdobiona prawdziwymi rubinami – stała kobieta. Miała na sobie czysty szary mundur, w dłoni trzymała szmatę, a jej włosy były związane z prostotą, która krzyczała „klasa robotnicza”.