Głodna, z dzieckiem na rękach, odważyła się poprosić nieznajomego

Droga do Piaseczna była długa. Alicja pchała malucha w wózku, który znalazła na drodze, otoczona mglistą ciszą. Latarnie uliczne migotały niczym odległe gwiazdy, a ona szła krok w krok, powtarzając w myślach: „Wkrótce… wkrótce będziemy bezpieczni”.

Kiedy dotarł do małego domku letniskowego, poczuł ulgę. Drzwi były stare, ale solidne, a w powietrzu unosił się zapach drewna i lasu. Otworzył drzwi kluczem i ujrzał w środku prostą, ale czystą przestrzeń: piecyk, kilka koców, proste łóżko i małe krzesło przy oknie.

„Czy to naprawdę… dla nas?” wyszeptała, patrząc na ściany, które nagle wydały jej się mniej surowe niż ściany jakiejkolwiek piwnicy czy przystanku autobusowego, w którym wcześniej spała.

Maluch trzymał się jej ramion, a Alicja po raz pierwszy od miesięcy poczuła się bezpiecznie. Rozpakowała torbę, położyła na stole kilka puszek, które udało jej się zachować, i otworzyła okno, żeby przewietrzyć pokój.