Pewnego popołudnia, gdy słońce powoli zachodziło, Alicja usiadła przy piecu i zaczęła pisać do staruszka krótki list z podziękowaniami za wszystko. Nie wiedziała, czy kiedykolwiek go jeszcze zobaczy, ale czuła, że musi wyrazić swoją wdzięczność.
Głodna, z dzieckiem na rękach, odważyła się poprosić nieznajomego
„Dziękuję, że w nas wierzysz” – napisała, gdy dziewczynka bawiła się kawałkiem kocyka obok niej. „Dzięki tobie mamy szansę żyć, a nie tylko przetrwać”.
Wieczorem Alicja wybrała się na krótki spacer po lesie, trzymając dziecko w nosidełku. Szelest liści i zapach wilgoci działały na nią kojąco. Po raz pierwszy od miesięcy poczuła, że życie nie składa się tylko z cierpienia i strachu.
Tej nocy oboje spali smacznie, a Alicja nie budziła się już co kilka minut, nasłuchując odgłosów ulicy czy piwnicy. Było cicho, spokojnie, bezpiecznie.
Kolejne dni przyniosły drobne wyzwania – brak pieniędzy, konieczność kupienia jedzenia, brak lekarza w pobliżu – ale Alicja starała się myśleć pozytywnie. Zaczęła planować swoje życie: może znajdzie pracę w okolicy, może zapisze malucha do przedszkola. Myślała o dniu, w którym poczuje, że wszystko jest znów możliwe.