Kiedy z trudem przetworzył wszystko, czego się dowiedział, usłyszał kroki na korytarzu.
Szybko zamknął teczkę i udawał, że odkłada jakieś dokumenty.
Drzwi się otworzyły.
Alexandru był tam, w drogim garniturze, z zimnym spojrzeniem.
„Mario, wszystko w porządku?”
Czuła, jak krew odpływa jej z policzków.
„Tak, proszę pana… tylko porządkuję dokumenty”.
Ale on patrzył na nią, jakby dokładnie wiedział, co zrobiła.
Tej nocy Maria w ogóle nie spała.
Wiedziała, że jeśli chce pomóc Leo, musi działać.
Nie mogła dłużej siedzieć z boku.
Następnego dnia wzięła Leo za rękę i wyprowadziła go na zewnątrz, na duży dziedziniec.
Podniosła mały kamyk i upuściła go na ścieżkę.
Leo wzdrygnął się.
Maria uśmiechnęła się i powiedziała łagodnym głosem:
„Słyszę cię… i słyszę cię”.
Wtedy dziecko po raz pierwszy się uśmiechnęło.