Izabela w ramionach Marii, Sofia w ramionach ojca, tuląc się do kobiety, która dała im spokój.
Potem zdecydowane kroki na schodach.
Krew w nich zmroziła krew.
„Panie Alexandru!” – kobiecy głos rozległ się w korytarzu.
„Przyszłam skonsultować się z dziewczynkami”.
W drzwiach pojawiła się doktor Victoria Dobre, imponująca.
Miała 38 lat, idealnie ułożone włosy, nieskazitelnie biały fartuch i zimne spojrzenie kogoś, kto wszystko kontroluje.
„Panie Alexandru, jak się mają dziewczynki…” – urwała nagle, widząc tę scenę.
Dwie śpiące bliźniaczki, Alexandru uśmiechająca się po raz pierwszy od miesięcy i pokojówka trzymająca jedną z dziewczynek w ramionach, jakby była jej matką.
„Panie doktorze…” – wyszeptała Alexandru, starając się ich nie obudzić.
„Nie uwierzycie… w końcu zasnęły. Maria to zrobiła”.
Uśmiech Victorii zamarł.
Lekarka pozostała nieruchoma, obserwując scenę ze zdumieniem, które starała się ukryć. Podeszła powoli, jakby bała się przerwać zaklęcie.
„Jak… jak pan to zrobił?” – zapytała, patrząc na Marię.
Kobieta spuściła wzrok.