Helena zrobiła krok w bok, ale jej spojrzenie wciąż wracało do Klary Morawskiej. Znała ten wzrok. Znała go aż za dobrze. Taki sam miała Zofia w pierwszych latach

Minęła sekunda. Potem druga. I nagle twarz starszej kobiety zmieniła się nie do poznania. Samotność zniknęła, jakby ktoś ją z niej zdjął. Zastąpiło ją zdumienie, a zaraz potem ulga — tak głęboka, że niemal bolała. Klara powoli uniosła dłonie.

„Pani… zna język migowy?” Helena skinęła głową i uśmiechnęła się — nie służbowo, nie mechanicznie, lecz szczerze. „Moja siostra jest głucha. To mój pierwszy język.” Klara wypuściła powietrze. Ten cichy wydech niósł w sobie ciężar wielu lat ciszy, lat niewypowiedzianych myśli i przemilczanych uczuć. Helenie ścisnęło się gardło. — Co się dzieje? — Julian zmarszczył brwi, przenosząc wzrok z matki na kelnerkę.

Klara odwróciła się do syna i zaczęła migać — wolno, wyraźnie, z naciskiem: „Ona ze mną rozmawia. W końcu ktoś ze mną rozmawia.” Julian zamarł. — Ty… ty ją rozumiesz? — zapytał Helenę, już bez chłodnego dystansu, z wyraźnym zaskoczeniem w głosie. — Tak, proszę pana. Pańska mama jest głucha. I chciałaby sama wybrać wino.