Helena zrobiła krok w bok, ale jej spojrzenie wciąż wracało do Klary Morawskiej. Znała ten wzrok. Znała go aż za dobrze. Taki sam miała Zofia w pierwszych latach
— Od jutra zostaje pani oficjalnym asystentem komunikacyjnym mojej matki. Umowa. Ubezpieczenie. I wynagrodzenie, które pozwoli pani przestać liczyć każdy grosz. Helenie ugięły się kolana. — Moja siostra… — wyszeptała. — Potrzebuje szkoły. Klara uniosła dłonie i zamigała:
„Proszę jej powiedzieć, że artyści powinni uczyć się bez strachu o jutro.” Minęło pół roku. Zofia uczyła się w najlepszej szkole dla osób głuchych. Klara Morawska już nigdy nie siedziała w ciszy przy żadnym stole. A Helena każdego wieczoru wracała do domu z myślą, że jeden gest może zmienić całe życie — jeśli płynie prosto z serca.