Helena zrobiła krok w bok, ale jej spojrzenie wciąż wracało do Klary Morawskiej. Znała ten wzrok. Znała go aż za dobrze. Taki sam miała Zofia w pierwszych latach

Julian patrzył na matkę, jakby widział ją na nowo. Nie jako „cichą starszą panią”, lecz jako kobietę — inteligentną, ironiczną, pełną życia. — Dlaczego nigdy nie powiedziałaś mi, jak bardzo to wszystko było dla ciebie trudne? — zapytał w pewnym momencie, gdy Helena przetłumaczyła szczególnie emocjonalne zdanie. Klara odpowiedziała: „Mówiłam. Po prostu nie słuchałeś tak, jak teraz.” Julian spuścił wzrok.

Pod koniec kolacji przywołał kierownika restauracji. — Od jutra — powiedział spokojnie — w tej restauracji będzie personel znający język migowy. Jeśli nie — zostanie przeszkolony. Na mój koszt. Spojrzał na Malinowską. — A pani… więcej tu nie pracuje. Menedżerka pobladła zupełnie.

Gdy goście zaczęli się rozchodzić, Julian zatrzymał Helenę. — Jaką ma pani pensję? Helena zawahała się. — Minimalną, proszę pana. Skinął głową.