Zadzwoniłam do sąsiadki, żeby została z dzieckiem i ruszyłam do hotelu. Kiedy dotarłam na miejsce, byłam zdumiona, jak wszystko lśniło. Drogie samochody zaparkowane przed wejściem, kobiety w długich sukniach i drogich perfumach, mężczyźni w garniturach z czterema szpilkami. Prześlizgnęłam się między nimi, starając się nie zwracać na siebie uwagi.
Na korytarzu Radu śmiał się z kolegami i wznosili kieliszek szampana. Stałam chwilę z boku, obserwując go. Wydawał się szczęśliwy, swobodny, jakbym ja i nasze dziecko nie istniały. Ktoś do mnie podszedł – elegancka kobieta, prawdopodobnie jedna z jego koleżanek.
„Czy jest pani nową pokojówką hotelową? Przepraszam, ale… chyba pomyliła pani miejsce” – powiedziała z ironicznym uśmiechem.