Czułam, jak krew się we mnie gotuje, ale odpowiedziałam spokojnie: „Nie, nie popełniłam błędu. Przyszłam tylko do męża”.
Zaśmiała się krótko, ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, ogłoszono rozpoczęcie przemówienia. Radu wszedł na scenę i mówił o sukcesie, o pracy zespołowej, o wdzięczności. Puste słowa, wypowiadane przez człowieka, który nie wiedział, co tak naprawdę znaczy poświęcenie.
Po oklaskach rozpoczęły się tańce. Wtedy podeszłam do niego. Nadal miałam na sobie maskę, a on mnie nie rozpoznał.
„Czy mogę prosić do tańca?” Powiedziałam pewnym głosem.
Uśmiechnął się szeroko, nie zdając sobie sprawy, kim jestem, i wziął mnie za rękę. Kiedy muzyka ucichła, wyszeptałam mu do ucha: „Powinieneś wiedzieć, że kobieta, z którą tańczysz, to ta, która umyła tysiące naczyń, żebyś tu trafił”.
Zamarł. Zdjęłam maskę. Wszyscy wokół zamilkli.