— Piękne zdjęcie — powiedziała cicho, nie podnosząc wzroku. — Ale wyglądasz tam inaczej… bardziej żywo.
Jego słowa przeszyły jej duszę niczym zimny powiew. Nie wiedziała, czy śmiać się, rumienić, czy złościć.
— Może dlatego, że wtedy miałam więcej powodów do uśmiechu — powiedziała bez namysłu.
Mihai spojrzał jej prosto w oczy i w ciszy, która zapadła między nimi, słychać było tylko tykanie kuchennego zegara. Ten banalny dźwięk nabrał dziwnego ciężaru, jakby czas się zatrzymał.
— Sorina nie ma, prawda? — zapytał niemal szeptem.
— Tak, łowię ryby. Do niedzieli.
Skinął głową i sięgnął po młotek. Ich palce zetknęły się na chwilę, ale w tym dotyku było coś, czego Alina nie czuła od dawna: ciepło. Krótka, niebezpieczna, ale wyraźna iskra.
Szybko cofnęła dłoń, udając, że musi szukać czegoś innego. Próbowała odpędzić ten dreszcz emocji, odzyskać spokój, ale myśli jej się mieszały. Czemu jej serce tak drżało?
— Dziękuję, Alina. Obiecuję, że go przywrócę… całego — uśmiechnął się Mihai.