— Zachowaj go, jak długo będziesz potrzebował — odpowiedziała, unikając jego wzroku.
Kiedy drzwi zamknęły się za nim, mieszkanie nagle wydało się zbyt ciche, zbyt puste. Alina znów usiadła przy stole, ale kawa była zimna. Zamiast ciszy rozległ się dziwny szum – mieszanka ciekawości i poczucia winy.
Przez kolejne kilka dni Mihai wciąż znajdował powody, by pukać do jej drzwi. Czasem gwóźdź, który nie chciał się utrzymać, czasem żarówka, która migotała. Za każdym razem żartował, a ona się śmiała, ale za uśmiechami narastało ciche napięcie, które rosło z każdym spotkaniem.
Aż do wieczora, kiedy przyszedł, żeby przynieść jej młotek.
— Mówiłem ci, że go przyniosę, prawda? — zażartował.
Ale nie odszedł od razu. Stał w drzwiach, wpatrując się w nią przez długi czas tymi samymi oczami, które sprawiały, że zapominała, gdzie jest.
— Alina… wiesz, że zasługujesz na więcej, prawda?
Czuła, jak grunt usuwa jej się spod stóp.
— Co masz na myśli?