„Jeśli naprawisz ten silnik, dam ci pracę” – powiedział szef ze śmiechem
Zaczął pracować metodycznie, tak jak czytał w zagranicznych podręcznikach, dostosowując wszystko do tego, co miał pod ręką. Czasami śrubokręt się nie nadawał; czasami brakowało klucza. Radził sobie. Tanti Gabi nauczyła go, że „rumuński jest przydatny”, a on wcześnie nauczył się improwizować.
Trzeciego dnia podszedł jeden z mechaników, bardziej zaciekawiony niż kpiący.
— Hej, dzieciaku… naprawdę wiesz, co robisz?
Dinu nie odpowiedział. Nie z arogancji, ale ze strachu przed utratą rozumu. Wiedział, że jeśli się zatrzyma, jeśli pozwoli, by jedna emocja zakłóciła jego koncentrację, wszystko pójdzie na marne.
Ale mechanik dostrzegł coś w jego oczach. Pewność, której nie spotyka się u dorosłych, ale czasem widuje się u dzieci, które cierpiały wcześniej niż zwykle.
W czwartek rano, kiedy Filip wszedł do warsztatu, utknął.
Silnik na stole warsztatowym nie był już bandą bestii. Wyglądał… na kompletny.