Nie zamontowany na stałe, ale złożony ponownie, czysty, schludny, jakby składał go fachowiec.
— Kto ci pomógł? — zapytał Filip podejrzliwie.
— Nikt — odpowiedział Dinu, nie odrywając wzroku od uszczelki, którą starannie naprawiał.
Filip zacisnął szczękę. Było jasne, że nie mógł w to uwierzyć. Ale nie mógł też udowodnić, że jest inaczej.
Tereza również weszła do warsztatu. Zapadła między nimi ciężka cisza.
— Pozwól mu skończyć, Filip — powiedziała spokojnie. — Skoro go sprowokowałeś, miej na tyle przyzwoitości, żeby pozwolić mu dokończyć robotę.
Filip uniósł brwi, ale nic więcej nie powiedział.
W piątek silnik został w pełni zamontowany.
Wczesnym rankiem w sobotę, przed otwarciem salonu, Dinu poprosił o kluczyk do stacyjki.
Nikt mu nie odpowiedział. Tereza musiała wstać, podać mu kluczyk i powiedzieć:
— Skoro zaszedłeś tak daleko, zasługujesz na to, żeby zobaczyć na własne oczy, co zrobiłeś.
Dinu wsiadł do samochodu drżącymi rękami. Wziął głęboki oddech i nacisnął przycisk start.
Silnik ożył z idealnie gładkim dźwiękiem.