„Jeśli naprawisz ten silnik, dam ci pracę” – powiedział szef ze śmiechem

Żadnego warkotu.

Żadnych wibracji.

Nic niepokojącego.

Po prostu bezbłędny rozruch.

Mechanik z tyłu wyszeptał: „Boże…”.

Filip stał nieruchomo. Nie mógł się ani cieszyć, ani złościć. Zdał sobie sprawę, że zrobił coś potwornie głupiego.

Tereza szeroko się uśmiechnęła.

— Chłopcze… masz dar od Boga.

Dinu wysiadł i wszystkie oczy zwróciły się na niego. Po raz pierwszy nie czuł ani strachu, ani wstydu. Czuł, że jest tu, gdzie jest.

Filip z trudem przełknął ślinę.

— No cóż… wygląda na to, że wygrałeś.